Ł, my almost lover..
Pamiętam wciąż Pragę.
Pierwszy dotyk Twoich dłoni, Twojej skóry.
To jak zmartwiłam się, gdy się źle poczułeś.
(drugi płakałam, wtedy u mnie. bałam się, że Cię stracę).
Pamiętam wciąż Berlin, to jak trzymaliśmy się pierwszy raz za ręce.
To było miłe prawda?
Pamiętam ten specyficzny zapach w powietrzu, to jak czułam się wolna, jak było mi dobrze.
Nie wiem co wtedy Ty czułeś.
Było ciepło, było lato.
A my wracaliśmy do metra.
Pamiętam moją myśl "Niech się dzieje co chce"
, nie sądziłam jednak, że to wszystko się tak potoczy...
Nie sądziłam, że część mnie będzie należeć do Ciebie.
Pamiętam każdy jeden dzień, który później mijał.
Każde pierwsze spojrzenie, każdy pierwszy pocałunek, każdy pierwszy dotyk.
Tak jakby stała z boku i wszystkiemu się przyglądała.
15 listopada minąłby nam kolejny miesiąc, jesienne powietrze pachnie dokładnie tak samo jak tamtego dnia, tylko ja sama trzymam się za dłonie.
Jesteś definicją mojego rozczarowania, żalu i weltschmerzu,
ale przede wszystkim jesteś definicją mojego szczęścia.
Pęka mi serce...
Bo choć płacze z tęsknoty, serce z każdym dniem okuwa się coraz większym lodem.
Spowija je mgła, robi się jeszcze bardziej sine z zimna.
To w głębi serca kocham Cię każdą komórką ciała, każdym oddechem, każdym spojrzeniem czy każdym dotykiem.
Patrzę za okno w nadziei, że zobaczę na ulicy zarys srebrnego auta.
I kiedy takie dostrzegam, identyczne, z szyberdachem za chwile przychodzi rozczarowanie, bo przypominam, że sąsiad ma takie samo.
Cokolwiek pomiędzy ludźmi kończy się, znaczy że nigdy się nie zaczęło,
bo gdyby prawdziwie się zaczęło, nie skończyłoby się.
cokolwiek prawdziwie się zaczyna, nigdy się nie kończy.
wszystko trwa, dopóki sam tego chcesz...
edit. Te słowa wysyłam w przestrzeń, by nigdy nie wróciły.